[The Bushman's Poison Bulb]

Of course, the Zulu might never have vanquished the British at Isandlwana without the help of traditional Zulu medicines. Some scholars have suggested that Zulu pharmacopoeia provided more of a psychological boost than any real physiological effect. But recent scientific studies show that the medicines contained some very potent drugs. For example, warriors were given a cannabis (marijuana)-based snuff to take during battle. Analysis of the snuff has revealed that it contained extremely high levels of THC, a powerful hallucinogen, and yet no detectable levels of the chemicals that cause the sedative effects of marijuana.

Also in the Zulu war medicine chest: the bulb of a flower in the Amaryllis family, called Boophane disticha, or the Bushman Poison Bulb. Studies have shown that the bulb -- which was also used by southern Africans to help mummify bodies -- contains buphanidrine, an alkaloid, like codeine and morphine (although it is not related to them) with hallucinogenic and pain-killing properties.

According to botanist Ben-Erik van Wyk of Rand Afrikaans University in Johannesburg, South Africa, the dosage of buphanidrine necessary to reduce pain is very close to the toxic dose, "but in a very experienced traditional healer's hands it should be safe. They usually assess the strength of a bulb by testing it on themselves."

In addition, warriors sometimes ingested a hallucinogenic mushroom containing a toxin called muscimol. The chemical, present in fly agaric -- a mushroom that can attract and kill flies -- is said to induce a state of expanded perception in those who ingest it. Warriors who consumed those mushrooms, researchers speculate, might have been utterly without fear, believing themselves impervious to British bullets.

The bulb of a flower in the Amaryllis family, called Boophane disticha, or the Bushman Poison Bulb.
Alkaloids from Boophane disticha with affinity to the serotonin transporter in rat brain.

[Alka#fragmenty]

chapter1 chapter2 chapter3 chapter4 chapter5 chapter6 chapter7 chapter8 chapter9 chapter10 chapter11 chapter12 chapter13 chapter14 chapter15 chapter16 chapter17

Tymczasem tłum jego przeciwników przerzedził się, nagie sylwetki rozpierzchły się po kątach, szukając schronienia przed demonicznym białym. Tylko Nemi tkwiła bez ruchu nieporuszona spektaklem, jaki zafundował jej Wokulski.
- Jeszcze nikt nie zmusił mnie do handlu. Pracuję tylko na swoich warunkach.
- Ależ to tylko dlatego, że nie próbowała pani Alki.
- Nie używam swoich towarów. To śmieci dla głupców.
- Alka jest inna - odparował Wokulski, przysuwając się do księżniczki.

Tym razem zaczęli powoli, Nemi jakby spokojniej, trzymając nerwy na wodzy i wyciągając wnioski z tego, co widziała, równym tempem zaatakowała go rzeźbioną fajką. Nacisnęła skryty tuż pod ustnikiem przycisk i z obu jej końców wyskoczyły krótkie szpilkowate ostrza. Również Wokulski walczył bez pośpiechu, wyprowadzał półkopnięcia i płaskie przerzuty z wyuczonym spokojem, bardziej niż na walce skupiając się na swoim planie. W tym celu skracał wciąż dystans, co nie było łatwe, księżniczka Shan była bowiem mistrzynią taktycznych zwodów i uników, bezbłędnie wykorzystywała porozrzucane meble i leżące ciała. Nie miał wątpliwości, że walka to dla niej nie pierwszyzna. Kiedy nagle poślizgnął się, Nemi błyskawicznym ruchem wyciągnęła z kabury oba pistolety i, celując w Wokulskiego, opróżniła magazynki.

Gdy dym się rozwiał, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał mężczyzna, nikogo nie było. Uniosła nieco głowę i zobaczyła go przykucniętego na suficie, zwisającego głową w dół, z dziwnym urządzeniem rozkładającym się niczym mechaniczna zabawka, jaką dostała niegdyś od ojca. Z miedzianej klatki wystrzeliła szklana strzykawka i wbijając grubą igłę w rogówkę mężczyzny, zaaplikowała mu świeżą dawkę Alki.

[warsztat]

[...] Pomysł wziął się właściwie znikąd. Dopiero, gdy go spisałem, zacząłem się zastanawiać, co tak naprawdę ma być osią tego świata. Połowa XIX wieku to czas, w którym bezpowrotnie odchodzi jednostka - jeszcze u schyłku XVIII wieku Carlyle mógł napisać książkę, w której historia jawi się, jako pisana przez wielkie jednostki.

Co więc musiałoby się zdarzyć, żeby taki świat istniał dalej. Wydaje się, że to rozwój technologiczny, rewolucja przemysłowa skierowała historię na tory pisane przez masy (oczywiście nie mówię tu o faktycznościach tylko raczej o episteme - o postrzeganiu historii, a nie o niej samej - dlatego też w tym świecie masy istnieją i nie są wcale najmniej istotnym z czynników) - gdyby więc pojawił się element, który kładzie nacisk na rozwój jednostki, czy świat teoretycznie mógłby wyglądać inaczej?

Oczywiście, nawet gdyby pojawił się taki element nie zakłócając równowagi sił, zmiany byłyby kosmetyczne - nadal byłyby to europejskie potęgi tylko posługujące się innym instrumentarium. Jedynym znanym mi (?) tworem politycznym, który przez dłuższy czas [powiedzmy - to chyba było 5 lat] było Imperium Zuluskie - było też jedynym, które wytworzyło sformalizowaną strukturę władzy z administracyjnym podziałem. Ten element musiał być dostępny na ich terenie, a jednocześnie nie mógł wymagać skomplikowanej obróbki - to, co przyszło mi do głowy to narkotyk potęgujący ludzkie możliwości. Reszta jest już tylko mniej, czy bardziej logicznym następstwem tego założenia.[...]


Z listu do Marcina Kurczewskiego 10.2004


Uwagi warsztatowe 2007.
A Heroic Trichotomy: Κῦδος, Κλέος, and Tιμή in Homeric Epic.
Quantum mechanics near closed timelike curves.
Fantastic, Mysterious, and Adventurous Victoriana.
Time machines: time travel in physics, metaphysics, and science fiction.
The quantum mechanics of time travel through post-selected teleportation.

[making of...]

Sporo uwag, poprawek. Najczęściej poprawki wynikają z powtórzeń, niezręczności językowych, ale również z pewnych reguł, które staram się stosować, bo one uczytelniają język, lepiej się czyta tekst :)
Mam swoje fobie, dość chaotycznie:
- unikać słowa "zaczął". Niech ktoś już coś robi, to znacznie ciekawsze. Oczywiście czasem trzeba "zacząć" - nie popadajmy w paranoję :).
- to nie angielski, jeżeli możemy unikać zaimków, róbmy to
- unikajmy rzeczy typu "w tej chwili", "po paru minutach", "kilka sekund później" - opisujemy ciąg zdarzeń, wiadomo, że coś dzieje się po czymś. Chyba, że odstęp czasu jest ważny.
- uwielbiam tekst Maćka Parowskiego "Jeżeli jakieś słowo jest niepotrzebne, trzeba je skreślić"

Brakuje mi Nemi - nie potrafiłam tego zaznaczyć w tekście, ona nie ma charakteru, pomyślmy, jak ją "dorobić".
coś może potem dopiszę, ściskam,

O jezu, już się bałam, że mnie zaciukać chcesz za te poprawki... Po tym jak pogrzebiesz w powieści, ja ją jeszcze raz przeczytam, myślę, że ugładzimy jedynkę, teraz się źle czyta, bo jest mnóstwo poprawek, ale przemielę to raz jeszcze. Wstawki mi się bardzo podobają :). Liczba znaków nie ma znaczenia, jak wyjdzie mniej - będzie więcej światła na stronie, jak więcej - zrobimy z tego dwie. To nie to, że nie chce mi się sprawdzić, tylko bardzo nie lubię takiego dostosowywania literatury do treści. Mnie by się marzyło te wstawki zrobić na zasadzie kawałka strony z gazety albo listu, ale to pogadam z Rafałem, jak to technicznie rozwiązać. Wszystko co Ci podpasuje na te wstawki - tak kombinuj. Myślę, że wyszłoby może nawet coś bardzo fajnego i oryginalnego w ten sposób :). Na miłość do Dicka nie ma rady - niech zostaną cytaty :).

Miałam więcej pomysłów, ale część wyprostowałeś, ja też nie z tych, którzy mocno naciskają, to w końcu Twoja książka. Czasem jak chcę mocniej pogrzebać u Rafała, bo mi się coś wydaje bez sensu, to on mówi, żebym sobie sama książkę napisała, a ta jest jego i jemu się tak podoba :). Więc pewne koncepcje padły.
... oświeciło mnie, że ważnej rzeczy Ci nie napisałam. Chyba nie. Wszystkie rosyjskie wypowiedzi powinny właściwie być po polsku. Tam, gdzie chcesz dla smaczku zostawić rosyjskie - zrób je kursywą. W ten sposób łatwo będzie wychwycić jakiemuś rusycyście, któremu damy do sprawdzenia. Ja teraz czasem się gubiłam, co jest polskie, a co ruskie :). Polskie musimy korekcić na polski, ruskie na ruski, stąd potrzebne rozróżnienie.

Rozmowa z Rafałem
Redakcja

[Alkaloid by Aleksander Głowacki#0]

Kudos

Nawet za tak skromną opowieścią stoi ogromna rzesza ludzi, bez których nigdy nie doprowadziłbym tego projektu do końca.

Pragnę więc podziękować pierwszym czytelnikom, którzy zagrzewali mnie do pracy we wczesnych fazach pisania: Jackowi Waliszewskiemu, Marcinowi Kurczewskiemu, Konradowi Michalewskiemu i Sylwestrowi Ślósarskiemu. Pierwsze szkice nie zmieniłyby się ostatecznie w książkę bez wsparcia Michała Niewęgłowskiego i Krzysztofa Janicza z portalu Retrostacja, gdzie pojawił się wczesny fragment tekstu. Bez tej publikacji nie poznałbym Rafała Gosienieckiego, z którym współpraca była i jest dla mnie ogromną inspiracją.

Powieść nie powstałaby oczywiście bez ogromnego zaangażowania Sławka Spasiewicza z Creatio Fantastica. Bez nieocenionej pracy redakcyjnej Sławka, Tomasza Hogi i Katarzyny Sienkiewicz-Kosik oraz uwag Rafała Kosika tekst pozostałby grubo ciosaną literacką wprawką.

Nie bez znaczenia była dla mnie możliwość pisania w stworzonej przez Gosię Kacner autonomicznej strefie na Sopatowcu - wszystkim dobrym duchom z tego wspaniałego domu przesyłam gorące uściski. Dziękuję również kolegom z mojego zespołu w miejscu pracy, bez których pomocy nie dałbym rady wygospodarować wystarczającej ilości czasu.

Nie mogę na tej liście pominąć też osób, które są dla mnie nieustającą inspiracją i wsparciem - Kamila Chrapowickiego, Agnieszki Łukasiak i Katarzyny Krakowiak. I wreszcie wszystko to nie byłoby możliwe, gdybym nie żył z najwspanialszą kobietą świata - Kasią Jagiełło.

Większość ilustracji na tej stronie jest oczywiście autorstwa Rafała Gosienieckiego, a jej design jest wielką zasługą Konrada Michalewskiego.